Fachowy psycholog z Kraków. Sprawdzona pomoc psychologiczna w Krakowie.

Założenie mówiące o równych szanach uczenia się

Z rozdziału 11. dowiedzieliśmy się, że według Piageta i innych teoretyków rozwój inteligencji wymaga odpowiednich doświadczeń. Dlatego konstruując oparty na kryterium test inteligencji zakłada się, że to, co mierzymy jest w znacznej mierze rezultatem doświadczenia, i że zasób tego doświadczenia nie musi być jednakowy dla wszystkich badanych osób (inaczej mówiąc, nie wszyscy mieli dotąd równe szanse uczenia się). Różnice doświadczeń stanowią główne wyjaśnienie różnic w wykonaniu testu, ponieważ przy braku sposobności do uczenia się nie mogą się wykształcić genetycznie zaprogramowane cechy, a więc nie nastąpi rozwój. Jak jednak pamiętamy z naszych wcześniejszych rozważań, uczeni nie są zgodni co do tego, w jakim stopniu doświadczenie może nasilić lub przyspieszyć rozwój intelektualny. Tym niemniej, częściowe wyjaśnienie niepowodzeń w funkcjonowaniu na określonym poziomie rozwoju leży w tym, że uczeń nie przyswoił sobie jeszcze struktur wiedzy stanowiących niezbędny warunek sukcesu na tym poziomie.

W całkowitej sprzeczności z tym poglądem pozostaje założenie leżące u podstaw testów inteligencji opartych na normach. Zakłada się tu bowiem, że wszystkie osoby badane miały dotąd równe szanse uczenia się, a więc jednakowe doświadczenia związane z treścią pytań i samym procesem testowania. W rezultacie sądzi się, że test mierzy wyłącznie różnice dziedziczonych cech jednostek. Zakłada się również, że wszyscy badani mają jednakową motywację do prawidłowego wykonania testu. Rzecz jasna, oba te założenia są tylko względnie prawdziwe, mimo że twórcy testu mogli nie szczędzić wysiłków, by był on dla wszystkich „sprawiedliwy”.

Jako nauczyciele powinniśmy przyjąć nieco odmienny punkt widzenia uznając, że nasi uczniowie nie mieli równych szans uczenia się. Skoro tak, to testy inteligencji oparte na normach mierzą nie tyle różnice dziedzicznych uzdolnień, ile rezultaty niejednakowego u wszystkich uczniów zasobu stosowanych doświadczeń. Takie ujęcie nie sprzyja nadużyciom w procesie nauczania ani niesprawiedliwemu traktowaniu uczniów, natomiast nastraja optymistycznie — otwiera pole dla niemal idealnego i zindywidualizowanego nauczania.

Nauczanie, testowanie i wystawianie stopni stosując metodęzindywidualizowaną

Przyjmijmy chwilowo jeszcze raz, że jestem nauczycielem trzydziestopięcio- osobowej klasy służącej nam do ilustrowania nadużyć związanych często z nauczaniem grupowym i ocenianiem „według krzywej”. Jednak tym razem załóżmy, że moim zdaniem wszyscy uczniowie mają wystarczające zdolności, żeby przyswoić sobie to, czego ich uczę. Naturalnie to moje przekonanie znajdzie wyraz w prowadzonym przeze mnie nauczaniu.

Czuję się w obowiązku uczyć każdego w sposób dla niego adekwatny, gdyż jeśli choć jeden uczeń nie uczyni należytych postępów, będzie to świadczyło o tym, że moje posunięcia dydaktyczne wobec niego były niewłaściwe. Być może sam ich cel nie był dla niego „na czasie” może błędnie założyłem, że posiada on wiadomości, umiejętności czy postawy niezbędne do tego, aby mógł odnieść korzyść z obmyślonego dlań nauczania albo może polecenia nie były jasne zresztą w grę wchodzi ze sto innych powodów. W każdym razie moje nauczanie okazało się w jego wypadku nieskuteczne i muszę je modyfikować dopóty, dopóki skuteczności tej nie osiągnie. Właśnie na tym polega indywidualizacja.

Wiem, że każdy z moich uczniów ma swą własną historię doświadczeń, która stworzyła mu swoistą szansę uczenia się. W rezultacie każdy z nich nabył odmienne zdolności do nauki a także inne wiadomości i umiejętności mające związek ze stojącym przed nim aktualnie zadaniem. Gdybym nie wziął pod uwagę różnorodności moich, uczniów, popełniłbym wobec większości nadużycie dydaktyczne serwując im standardową lekcję, obliczoną na mitycznego „średniaka”, który z pewnością w rzeczywistości nie istnieje.

W rezultacie wyuczyliby się oni częściowo lub wcale. Nie grozi mi to jednak skoro wierzę, że wszyscy mogą się nauczyć, jeśli tylko uda mi się znaleźć sposoby optymalizacji nauczania i zapewnić każdemu uczniowi dostateczną ilość czasu. Poszukując dróg udoskonalenia mej pracy, będę wraz z uczniami korzystał z wszelkich metod oceny, które uznamy za dobre źródło potrzebnych nam informacji. Na ich podstawie będziemy mogli powiedzieć, jakie doświadczenia należy stworzyć każdemu uczniowi i jak zorganizować dlań proces dydaktyczny. Jeśli zrobimy to razem, nauczanie i testowanie niemal niepostrzeżenie zleją się w jedno. Moi uczniowie 271 nabierają wiary w siebie, a ja stanę się czymś więcej niż nauczycielem „C”.

Podobne Artykuły

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.