Fachowy psycholog z Kraków. Sprawdzona pomoc psychologiczna w Krakowie.

Osłabianie i nasilanie zachowań uczniów klas licealnych cz. II

W przeważającej części byli to chłopcy, niektórzy już dwudziestoletni. Dla kilku z nich chodzenie do szkoły było doskonałą wymówką przed pójściem do pracy. A oto niektóre fragmenty zapisków nauczycielki.

– 5 września. Jutro otwarcie roku szkolnego. Jestem ciekawa, czy moja klasa repetentów z biologii będzie aż tak zla jak sugerują niektórzy nauczyciele. Jeśli przetrzymam ten rok to będę najlepsza! Jeśli sprawy tak źle stoją, to zastanawiam się, czemu nie postarano się żeby coś zmienić. Będę musiała być stanowcza, ale i przyjacielska: mam nadzieję, że mnie polubią.

– 6 września. Myślałam, że ten dzień nigdy się nie skończy! Co za klasa! Jeśli mnie lubią, to okazują to w dziwny sposób! Mogę nie dotrwać do piątku! Znają wszystkie „sposoby” na nauczyciela i na to, żeby wymigać się od nauki. Gdy chciałam wejść do klasy, ktoś przytrzymywał drzwi od wewnątrz. Słychać było hałas i śmiechy – myślę, że śmiali się głównie ze mnie. Gdy wróciłam z dyrektorem, którego poprosiłam o pomoc, wszyscy siedzieli cicho i grzecznie. Gdy dyrektor wyszedł, cała klasa wybuchnęła śmiechem: nie sądzę żeby jego ostrzeżenia były mi w czymś pomocne. Próbowałam sprawiać wrażenie osoby stanowczej, lecz wcale się tak nie czułam.

Klasa dopiero się „rozgrzewała”. Podczas sprawdzania listy obecności, jeden z chłopców odpowiadał za wszystkich: o 1 na podłogę zaczęły jedna po drugiej spadać książki do biologii. Wszyscy udawali, że niczego nie dostrzegają. Zrobiłam to samo. Po „zgrywie” z książkami zaczął się „kaszel”. Zaczęło się od jednej czy dwóch osób, potem kaszel ogarnął wszystkich. Następnie pfzyszła kolej na pytania – grzeczne i nie na temat. Próbowałam odpowiadać, ale całkiem się pogubiłam. Usiłowałam być spokojna i rozważna, oni jednak wiedzieli, że tak nie jest. W końcu zaczęłam nienawidzić tych dzieci, choć przecież nawet nie zdążyłam ich poznać. Wreszcie koniec lekcji – dzień jutrzejszy tak jednak blisko. Na domiar wszystkiego spuścili mi powietrze z wszystkich kół: jedna opona nie dała się już napompować. Musiałam kupić nową: niezbyt pasuje do pozostałych, ale za to kosztowała mnie prawie 29 dolarów, których nie mam. Mechanik na stacji zaufał mi i dał oponę na kredyt do końca miesiąca. Mam nadzieję, że wie co robi!

– 7 września. Przyszłam do klasy przed nimi. Myślę, że to ich zaskoczyło, choć nie na długo. Postanowiłam nic nie mówić o oponach. „Oni” też nie wspomnieli na ten temat 83 ani słowem. Próbowałam zabrać się na dobre do pracy: nikt nie zwracał na to -uwagi do momentu, kiedy stwierdziłam, że powinni notować. Był to kiepski pomysł. Klasa od razu ożyła, wszyscy zaczęli nawzajem pożyczać od siebie lub podkradać papier i pióra czy ołówki. Utworzyła się długa kolejka do temperówki. Kilku uczniów wyszło bez pozwolenia z klasy, aby wziąć papier z- szafek. Nie byłam przekonana, że wszyscy wrócą. Kilku z nich oczywiście wstąpiło do ubikacji na papierosa. Klasa rozpierzchła się, hałas był nie do zniesienia. Napisałem na tablicy temat wypracowania i poleciłam im przystąpić do pisania. „Dałam” im na to czas do końca lekcji i powiedziałam, żeby resztę napisali w formie pracy domowej. Nie wiedziałam, co mogę jeszcze zrobić. Zauważyłam, że kilkoro dzieci zabrało się do pisania, ale nie wytrwało przy tym zbyt długo. Jeden z chłopców kilkakrotnie zaczynał, aie za każdym razem miął kartkę, wstawał i wyrzucał ją do kosza. Przy każdej takiej wędrówce zatrzymywał się, żeby pogadać i pośmiać się z kolegami, W większości tylko udawali, że pracują, ale w rzeczywistości nie robili zbyt wiele i zdawali się niechętnie korzystać z mojej pomocy. Gdy podchodziłam do ławek, byli szalenie zaaferowani pisaniem – gdy tylko odchodziłam, wracali do swych poprzednich zajęć. Wielu spośród tych, którzy coś niecoś na tych swoich kartkach napisali, skrzętnie zasłaniało to przede mną rękami, gdy ich mijałam. Nikt tak naprawdę nie zwrócił się do mnie o pomoc. Ich postawę można by określić następująco: „mogę to zrobić jak będę chciał, więc mi nie przeszkadzaj”. Miałam obawy, czy rzeczywiście było ich na to stać. Być może powinnam porozmawiać z jakimś konsultantem.

– 8 września. Ani jednej pełnej pracy domowej. Trzy dziewczęta i dwóch chłopców oddało prace, ale też niekompletne. To, co zrobili, jest kiepskie – niewiele tego. Zadałam im dziś więcej pracy, cały arkusz: przyniosłam też kilka dodatkowych ołówków, już zatempe- rowanych. Jeden z nich przyniósł kulę do gry. Chciał zobaczyć jak zareaguję. Powiedziałam mu, żeby „nie nadużywał mojej cierpliwości”. To był błąd! Te dzieciaki znają tyle sprośnych powiedzonek – niektóre nawet rzeczywiście dowcipne. Gdy skończyły się docinki, „Oni” zaczęli robić z przyniesionych przeze mnie arkuszy samolociki. Tylko kilka osób pracowało nad zadaniem.

Podobne Artykuły

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.